piątek, 9 sierpnia 2013

W sprawie anonimowości w internetach

Trochę mnie to już wszystko denerwuje. Dwie grupy ludzi. A pomiędzy nimi przestrzeń, która powinna być wypełniona. Jedni uważają siebie za anonimowych, że mogą sobie bez zastanowienia wszystko wrzucać do internetów, bo Anonimowość; za to druga grupa ciągle gada o tym jak to anonimowość w internetach nie istnieje. To nam często wpajają różne szkoły (podstawowe i średnie). A to co najbardziej mnie denerwuje, to jak jako główny argument podają akt posiadania przez każdy komputer adresu IP. Nie każdy komputer ma adres IP, bo on nie jest wpisany dla komputera tylko dla karty sieciowej. Niektóre mają po kilka. Wiele innych urządzeń ma adresy IP (DVD, telewizory, samochody - wiedzieliście?). Niektóre są dynamiczne. Ale dość techniczenia, to nie adres IP jest najważniejszy, a Anonimowość w pewnym sensie istnieje. Trzeba się tylko bardzo dobrze do niej dokopać i większość ludzi nie ma pojęcia jak. Ale nie o to chodzi. Możemy dla uproszczenia przyjąć, że tej Anonimowości nie ma dla zwykłych śmiertelników. Bo internety zasadniczo nie są chaotycznym stosem rzeczy, tylko dość skomplikowaną technologią. Niech ktoś spróbuje sprzedawać w kioskach gazetę, która nie ma żadnego wydawnictwa, oficjalnej drukarni, dystrybutora... I znowu nie o to chodzi. Jeżeli byśmy prowadzili jakiś bardzo obraźliwy, ale niewychodzący poza granicę prawa blog czy kanał na YouTubie, to wyznaczenie twórcy owszem byłoby możliwe, ale na tyle trudne i niepotrzebne, że nikt by tego nie robił. Problem w tym, że większość "małych anonimków internetowych" podprogowo umieszcza jakie tylko się da dane. I dlatego im się mówi, że nie ma Anonimowości, aby ten strach opanował ich głupotę.

Ale w szkołach nie powinni o tym gadać, a przynajmniej nie to powinno być priorytetem. Priorytetem powinno być nauczanie, że z internetu nie da się nic usunąć. Wszystko co tam "wrzucimy" na zawsze pozostaje. To oczywiście też nie jest dokładna prawda, bo jeżeli ktoś ma armię hakerów i superkomputerów i ściga jakieś informacje jakiegoś Snowdena, to wtedy może rzeczywiście uda mu się coś usunąć z internetów. Nie wcześniej.

Co ciekawe, realne życie też tak działa. Jeżeli gdzieś wypłynie jakaś informacja (szczególnie jeśli będzie ściśle tajna, a przynajmniej wszyscy będą myśleć, że jest ściśle tajna), to zostanie po niej zawsze ślad. Mam tu na myśli bardziej media (w tym nieinternetowe) niż ludzkie kontakty choć tam też.

I powiedzmy, że ktoś upublicznił jakieś zdjęcie Jana Kowalskiego jednocześnie podpisując je. Zdjęcie jest bardzo obraźliwe. Jan Kowalski nie chce, by wszyscy ludzie wiedzieli, że to właśnie on jest na zdjęciu. Co robić? Upublicznić jeszcze kilka razy to samo zdjęcie podpisując je innym nazwiskiem. Upublicznić kilka innych zdjęć podpisując je nazwiskiem pana Jana. Upublicznić jeszcze kilka zdjęć, które mają niby udowadniać coś, co by przeczyło obecności pana Jana na zdjęciu. I najlepiej od razu powiedzieć, że są jakimś mega dowodem. Inaczej mówiąc, zagłuszyć prawdę. Jeżeli będziecie mieli jakąś strefę 51 i przypadkiem wyciekną jakieś informacje na temat testowanych napędów samolotów, to wymyślcie jakąś bajdę o UFO, nakręćcie jakiś film w komórką ze słabym aparatem, żeby nie było widać szczegółów i już informacje są bezpieczne. To oczywiste, że ludzie bardziej wierzą w UFO w terenach wojskowych niż w wykorzystanie nowego modelu silnika odrzutowego.

Było pseudopopularnonaukowo. I chyba wystarczy. No, ale od czego jest Dom Latajoncych Otwiertkófff jeśli nie od tego.
~Mahoniukowy

3 komentarze:

  1. wykreowane postaci w przestrzeni nie są anonimowe poprzez historię swoich działań.
    działalność internetowa pozwala nie odpowiadać za jej ślady w świecie rzeczywistym, tam nie podejdę do randomowych ludzi na ulicy mówiąc im: ej obczajcie jaki fajny kawałek, ło.
    nikogo nie interesuje gaworzenie dzieciaków w necie, panowie wielkiej h'ameryki wolą podglądać laski przez kamerki a dane, które ludzie udostępniają nie mają większego znaczenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To takie podsumowanie? :D Dokładnie takie cóś, mogłem mieć kłopoty z wysłowieniem się.

      Usuń
  2. raczej moj głos w sprawie, poczułam się wywołana niejako Twoim postem, faktycznie to, co o anonimowości napisałam w o,siema mogło brzmieć dość paranoicznie. btw, ciekawie ze początkowo skrajne stanowiska okazały sie być w gruncie rzeczy tym samym

    OdpowiedzUsuń